Kryptowaluty odgrywają dziś istotną rolę w finansowaniu cyberprzestępczości — od okupów po pranie pieniędzy. Wokół tego tematu narosło jednak sporo mitów, dlatego warto oprzeć się na twardych danych analitycznych, a nie na wyobrażeniach. Najbardziej wiarygodne pochodzą z corocznych raportów firmy Chainalysis, która analizuje przepływy na łańcuchach bloków. Płynie z nich obraz bardziej zniuansowany, niż sugeruje popularna narracja.
Skala zjawiska według danych
Według raportów Chainalysis na adresy powiązane z działalnością przestępczą trafiło w 2023 roku ok. 24 mld dolarów w kryptowalutach. Szacunki za 2024 rok były kolejno podnoszone — od ok. 40,9 mld do 57,2 mld dolarów w miarę identyfikowania nowych adresów — a wstępne dane za 2025 rok mówią o co najmniej 154 mld dolarów, w dużej mierze za sprawą podmiotów objętych sankcjami.
Kluczowy jest jednak kontekst: nielegalne transakcje to wciąż mniej niż 1% całego wolumenu obrotu kryptowalutami. Zdecydowana większość aktywności na blockchainie jest legalna. Ta proporcja jest ważna, bo studzi obiegowy pogląd, jakoby kryptowaluty były „walutą przestępców” — są narzędziem, które przestępcy wykorzystują, ale nie tworzą nawet ich niewielkiego ułamka.
Do czego przestępcy wykorzystują krypto
Z danych wyłania się kilka głównych zastosowań:
- Okupy ransomware. Płatności za odblokowanie zaszyfrowanych danych realizowane są głównie w Bitcoinie. Przychody z ransomware liczone są w setkach milionów dolarów rocznie i w ostatnich latach rosły — mimo poprawy zabezpieczeń — bo napastnicy się do nich dostosowują.
- Pranie pieniędzy. Środki z przestępstw są „myte” przez coraz bardziej złożone ścieżki: mosty międzyłańcuchowe, protokoły DeFi, platformy hazardowe, zanim trafią do tradycyjnego systemu finansowego.
- Rynki w darknecie. Handel na nielegalnych platformach również odbywa się przeważnie w Bitcoinie.
- Obchodzenie sankcji. Coraz większą część nielegalnego wolumenu stanowią podmioty objęte sankcjami i aktywność powiązana z państwami.
Warto dodać, że rodzaj używanej kryptowaluty się zmienia: oszustwa i transakcje sankcyjne coraz częściej przechodzą na stablecoiny, podczas gdy okupy i darknet pozostają przy Bitcoinie.
Dlaczego blockchain pomaga tropić przestępców
Wbrew intuicji publiczne łańcuchy bloków nie są dla przestępców idealnym schronieniem. Ich przejrzystość — każda transakcja jest trwale zapisana i widoczna — sprawia, że firmy analityczne i organy ścigania mogą śledzić przepływy środków, łączyć adresy i identyfikować usługi wykorzystywane do prania pieniędzy. To dlatego dochodzi do skutecznych, międzynarodowych akcji zamykających nielegalne platformy, a emitenci stablecoinów potrafią zamrażać środki powiązane z przestępczością. Innymi słowy, ta sama technologia, którą wykorzystują przestępcy, dostarcza narzędzi do ich ścigania.
Co z tego wynika
Kryptowaluty realnie ułatwiają część przestępczości — zwłaszcza model okupu, który napędza ataki ransomware opisywane przy okazji malware jako usługa i wielkich naruszeń, takich jak atak na MOVEit. Nie jest to jednak „nieuchwytny” świat: dane są mierzalne, a transakcje — śledzalne. Dla zwykłego użytkownika najważniejszy wniosek jest praktyczny: nieufność wobec „inwestycji” i „okazji” w krypto, bo to właśnie oszustwa inwestycyjne stanowią dużą część strat, o których piszemy w Pół miliarda złotych rocznie. A jeśli ktoś obiecuje „odzyskać” utracone kryptowaluty za opłatą z góry — to niemal zawsze kolejne oszustwo, co wyjaśniamy w Haker do wynajęcia — uważaj, zanim komuś zapłacisz.
Treść informacyjno-edukacyjna. Dane liczbowe za raportami Chainalysis (edycje 2024–2026) i stanowią szacunki dolnego progu.